Afera SKOK – skąd to zamieszanie?

logo spółdzielczej kasy oszczędnościowo kredytowejSKOK’i coraz częściej ulegają drobnym i większym aferom. Przy każdej z nich wychodzą podejrzane fakty i powiązania ze światem polityki.

Co to jest SKOK?

W dużym skrócie, jednak doskonale obrazującym charakter i zadanie SKOK’ów, jest to związek ludzi chcących lokować swoje pieniądze celem ich niewielkiego pomnożenia oraz tych, którzy mają ograniczony dostęp do ofert bankowych (głównie kredytów). Pierwsza grupa ludzi zaangażowanych w SKOK’i na lokatach zarabia określony procent, druga może pożyczyć pieniądze w formie krótkoterminowej pożyczki. Pieniądze jakie „przepływają” między tymi ludźmi są realne, a nie jak to ma miejsce w systemie bankowym – drukowane z powietrza. Warto tutaj wtrącić, że aż 90 % pieniędzy będących w obrocie w USA wzięła się znikąd. Dosłownie. SKOK’i jeśli zarządzane byłyby zgodnie z pierwotnym zamysłem, a ich idea byłaby najwyższą wartością i priorytetem, mogłyby stać się poważną konkurencją dla złodziejskiego systemu bankowego.

Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo – Kredytowa (SKOK) to instytucja finansowa, spółdzielcza, która w Polsce od 2012 roku objęta jest nadzorem Komisji Nadzoru Finansowego. SKOKi choć pełnią w pewnym sensie funkcje banków, bankami nie są. Mimo to ich pracę reguluje ustawa o spółdzielczych kasach oszczędnościowo – kredytowych z dnia 5 listopada 2009 roku. Niestety, pomimo ustawy regulującej pracę SKOK’ów, od czasu jej wprowadzenia mięliśmy w Polsce już dwie bardzo poważne afery związane z funkcjonowaniem tych instytucji. Jak pokazuje praktyka, wszędzie gdzie mamy do czynienia z nadzorem finansowym, rozpoczynają się defraudacje pieniędzy na szeroką skalę. Wszystko kosztem zwykłych ludzi. Setki obywateli potraciło bezpowrotnie oszczędności swojego życia. Bezsprzecznie w afery zamieszani są ludzie świata polityki, członkowie ich rodzin oraz „grube ryby” jak byli oficerowie nieistniejącej już WSI (która została zlikwidowana dzięki posłowi PIS Antoniemu Macierewiczowi, gdyż w swoim obszernym raporcie udowodnił, że WSI oraz utworzona przez pracowników tej organizacji fundacja Pro Civili, zajmowała się w głównej mierze defraudacją miliardów złotych z pieniędzy skarbu państwa, wszystko pod nadzorem Bronisława Komorowskiego, dziś prezydenta kraju, a w tamtym czasie ministra obrony narodowej).

Historia SKOK’ów w Polsce

Lichwa, znana prawdopodobnie od czasów wprowadzenia systemu monetarnego, dręczyła najuboższych do tego stopnia, że ci zorganizowali różne metody jej prewencji. W okresie średniowiecza organizowano gildie kupieckie, w rejonach nadmorskich maszoperie rybackie. Funkcjonowały również takie instytucje samopomocy finansowej jak kasy wdowie oraz banki pobożnych.

Kasy prowadzone na wzór dzisiejszych SKOK’ów przeżyły rozkwit w XIX wieku. Friedrich Raiffeisen na terenie Niemiec otworzył spółdzielnię finansową w oparciu o myśl wspierania się wzajemnie w kontekście samoobrony przed wyzyskiem. Aby metody zapobiegania wpływowi lichwiarskich kredytów na prostych ludzi, mogły funkcjonować bez zarzutów, należało oczywiście zastosować prosty system funkcjonowania oparty na samorządności.

W Polsce, na wzór powyższego modelu, kasy spółdzielcze pojawiły się za sprawą aktywnie działającego, politycznie i społecznie, księdza Wawrzyniaka. W latach ’70 XIX wieku Ksiądz Wawrzyniak został przewodniczącym Towarzystwa Przemysłowego w Śremie. Niedługo potem wraz z udziałem księdza Szamarzewskiego reaktywował lokalną Kasę Oszczędności i Pożyczek. Od teraz nazywała się Bankiem Ludowym i funkcjonowała na wzór kas opracowanych przez Raiffeisena.

Za przykładem księdza Wawrzyniaka poszła całkiem spora grupa ludzi. Nie tylko w Śremie można było pozyskać tanią pożyczkę pozabankową. Kasy spółdzielcze zakładano w Wielkopolsce czy na Podolu. Na terenie Galicji wyrosły kasy Franciszka Stefczyka, którego nazwisko dziś zawiera się w nazwie największej kasy SKOK w Polsce.

W Polsce SKOK’i w obecnej formie funkcjonują od 1992 roku. Od tego czasu aż do afery Amber Gold, SKOK’i radziły sobie doskonale. Ich szczególnie gwałtowny rozkwit przypada na końcówkę lat ’90. Od tamtego czasu aż do 2005 roku ilość placówek SKOK wzrastała wyjątkowo silnie. Po 2005 roku wzrost ten został zahamowany aż do roku 2012, w którym afera Amber Gold zmusiła wielu klientów do wycofania swoich oszczędności z inwestycji. Efektem oczywiście było zamknięcie wielu placówek SKOK’ów i zmniejszenie ich kapitału.

logo amber goldCo ma z tym wspólnego Amber Gold?

Sprawa Amber Gold demaskuje luki prawne jakie funkcjonowały w tamtym czasie i które umożliwiły na tak szeroką skalę oszustwo na zwykłych ludziach. Cała ta afera ma długi początek i zapewne odległy koniec. Jeśli ktoś faktycznie i realnie poniesie konsekwencje tego co w tym czasie zaszło nie tylko w samym Amber Gold, ale również w gdańskiej prokuraturze, Porcie Lotniczym Gdańsk, to wymiarowi sprawiedliwości będą należeć się brawa. Póki co nie zapowiada się aby ktoś miał ponieść poważną karę za wyłudzenia, zaniedbania, niedopatrzenia, malwersacje, korupcje itd. Ciekawym wątkiem w sprawie jest również udział syna premiera Donalda Tuska, któremu najwyraźniej wszystko się upiekło. Ale o tym za moment. Zacznijmy więc od początku.

W 2003 roku Marcin P. jeszcze jako bardzo młody człowiek zakłada firmę zwaną Multikasa, która zajmowała się przyjmowaniem wpłat na rachunki banków, telekomunikacji itd. głównie od emerytów, którzy swoje rachunki i wszelkie inne zobowiązania jak opłata za czynsz i kredyty, regulują zazwyczaj na poczcie czy w kasach bankowych. Multikasa okazała się być sukcesem z uwagi na połowę niższe opłaty za przelewy niż u innych operatorów. Punkty Multikasy wyrastają jak grzyby po deszczu. W pewnym jednak momencie masa klientów otrzymuje upomnienia od swoich wierzycieli. Wielu ludzi zostało oszukanych. Wpłaty bowiem nie dotarły gdzie powinny. Rozpoczyna się fala protestów pod punktami obsługi. Sprawa trafia do prokuratury i Marcin P. oraz dwie jego bliskie współpracownice trafiają na ławę oskarżonych. Zapada wyrok – Marcin P. winny wyłudzenia. Nakazano zwrot należności do poszkodowanych. Kwota około 180 tys. zł. Dotychczas oddano jedynie 1/10. Marcin P. pozostał bezkarny. Rozpoczyna swój drugi projekt na wielką skalę. Wraz z małżonką rozpoczyna działanie firmy mającej w swoim posłannictwie inwestować w kruszce. Wielu zwykłych ludzi skuszonych ogromnym zyskiem rozpoczyna lokowanie kapitału. Marcin P. za otrzymane od klientów pieniądze zakupił złoto na kwotę około 10 mln złotych jako zabezpieczenie inwestycji. Niestety, nie stanowiło to pokrycie nawet procenta pieniędzy jakie od swoich klientów posiadł Marcin P. Pozyskane od klientów pieniądze zostają ulokowane w firmie OLT Express. I w tym momencie rozpoczyna się udział gdańskiej prokuratury, która od ABW otrzymuje informację gdyż firma Amber Gold formalnie nie może posiadać aż tak wielkiego kapitału (300 mln zł) na zakup 100 % udziałów w firmie.

W tym miejscu rozpoczyna się wątek syna premiera Michała Tuska. Ten w ówczesnym czasie był zatrudniony w Porcie Lotniczym Gdańsk i był w posiadaniu najbardziej tajnych danych jakie przekazywał Marcinowi P. u którego jednocześnie był zatrudniony jako doradca PR. Pokręcone? Może nie było by w tym nic dziwnego jeśli Port Lotniczy Gdańsk był prywatną firmą, bo skoro prywatny inwestor nie miałby nic przeciw przekazywaniu najbardziej tajnych danych swojego interesu firmie konkurencyjnej, to poza brakiem logiki nie można by dopatrywać się uchybień. Jednak Port Lotniczy Gdańsk należy w części do Skarbu Państwa. I tutaj Michał Tusk niestety przekracza swoje uprawnienia. Udzielał on bowiem Marcinowi P. takich informacji jak ceny, po których współpracują ze sobą Port i wiele linii lotniczych, a w tym biznesie to najbardziej tajne dane. Pertraktacje w tej materii między portami a liniami lotniczymi trwają czasami i kilka miesięcy. Syn premiera jednak nie widział przeszkód aby dzielić się takimi danymi z prywatną linią OLT Express, w której jednocześnie był zatrudniony. Michał Tusk ewidentnie działał na szkodę spółki skarbu Państwa, raczej nie robił tego za darmo i zapewne poważnie złamał prawo. Po dziś nie został w żaden sposób pociągnięty do odpowiedzialności za ten czyn.

Cała sprawa nadal w toku. Ukradzione pieniądze jakby uleciały w powietrze. Zapewne jednak uleciały gdzieś gdzie są bezpieczne i czekają spokojnie na dalszy rozwój sytuacji.

logo skoku wołominSKOK Wołomin

Afera związana ze SKOK’iem Wołomin jest kolejną już, która wiąże polityków, służby specjalne i zorganizowane grupy przestępcze. Tym razem jednak sprawa jest poważniejsza, bo wszystko wskazuje na to, że Piotr P., główny podejrzany w sprawie, zna się z samym prezydentem! Niestety Bronisław Komorowski nie pierwszy raz przyciąga oczy dziennikarzy śledczych. Ile jeszcze brudów musi wyjść na jaw aby zerwać w końcu z tradycyjnym już wyłudzaniem setek milionów z kieszeni podatników? Może sprawa bolałaby nieco mniej, jeśli przeciętnemu Kowalskiemu żyło by się godnie? Zgodnie z treściami jakie płyną do nas z raportów dziennikarzy śledczych, wynika, że kilkuset osobowa grupa, której przedstawiciele to: grupa ludzi ściśle powiązana z rządzącą partią, byli oficerowie nieistniejących już WSI, biznesmeni i rodziny polityków, mają cały nasz kraj w garści, grabią publiczne pieniądze jak również przeciętnego Kowalskiego, ustawiają przetargi (to przez nich nasze autostrady są śmiechu warte), a nawet mordują.

Afera ze SKOK’iem Wołomin nie trwa kilku miesięcy, a kilka lat. Już w 2012 roku Kasa Krajowa (Kasa Krajowa jest instytucją pełniącą nadzór nad wszystkimi SKOK’ami w Polsce) informuje Komisję Nadzoru Finansowego o szeregu nieprawidłowości w Wołomin. Ta jednak nie podejmuje żadnych działań i sprawa została uciszona. Za kulisami trwa jednak walka dobra ze złem. W 2014 roku podano informację, że zastępca szefa KNF został brutalnie pobity i cudem uszedł z życiem. Dziennikarze śledczy szybko doszukali się zbieżności brutalnego pobicia z decyzjami w KNF jakie zapadły w kontekście SKOK’u Wołomin. Sprawa jednak nadal toczy się za kurtyną. Machina rusza w momencie, w którym do aresztu trafiają osoby odpowiedzialne za sytuację finansową Wołomin. Dziennikarze śledczy wysuwają pewien wniosek – medialny atak na Wołomin rozpoczął się kiedy KNF mogło czuć się bezpiecznie, wszystkie grube ryby chwilowo są unieszkodliwione, póki co nikomu nie grozi pobicie czy śmierć. Dziś już wiemy co od wielu lat toczyło się w Wołomin.

Krajowa Kasa w 2012 roku wypunktowała KNF jakie ma obawy w stosunku do SKOK Wołomin. Wiele uwagi poświęcono osobom z zarządu SKOK. Zasiadał tam bowiem nie byle kto jak sam Piotr P., który jest byłym agentem WSI i prezesem fundacji Pro Civili, będącej narzędziem do defraudacji setek milionów złotych. Między innymi za współpracę i ścisłe powiązania WSI i Pro Civili obie instytucje przestały istnieć. Trudno nie wspomnieć również o powiązaniach Bronisława Komorowskiego. Kiedy WSI defraudowało setki milionów, Komorowski był wówczas ministrem obrony narodowej. Innymi słowy stanowił zwierzchnictwo nad WSI. Najwidoczniej jednak podzielał ich działania skoro po dziś dzień twierdzi, że WSI nie powinno zostać zlikwidowane. Mało tego, był jedynym posłem PO, którzy w 2006 roku zagłosował przeciw likwidacji tej bezsensownej i mafijnej organizacji jak Woskowe Służby Specjalne. Oczywiście tego nie koniec. Komorowski przyłożył rękę do dymisji Romualda Szeremietiewa i jego asystenta, który w tamtym czasie sprawował funkcję wiceministra obrony. Szefem jego był więc wówczas sam Komorowski. Wszystkie zarzucane mu czyny jak korupcja, przekroczenie uprawnień czy zdradzenie tajemnicy państwowej ostatecznie zostały cofnięte. Nic mu nie udowodniono, a Komorowski ponownie dał sygnał opinii publicznej, że nie może żyć bez WSI. Romuald Szeremietiew stracił posadę, jak również wielu innych ludzi, którzy byli powiązani z Wojskiem Polskim, w czasie kiedy chciano wdrożyć plan połączenia Akademii Wojskowych. Czy te osoby zagrażały układowi? Czy działalność R. Szeremietiewa i wielu innych była zagrożeniem dla doskonale działającej zorganizowanej grupy przestępczej ze środowiska Komorowskiego? Może niedługo się dowiemy.

Tymczasem jednak wróćmy do sprawy samego SKOK Wołomin. Na ponad 350 mln zł okradziono Polaków. Oczywiście to nie jest wszystko co straciliśmy. Na utracone przez klientów Wołomin oszczędności zrzuci się jak zwykle każdy z nas. Tak funkcjonuje system w Polsce. Jeden kradnie co się da zwykłym ludziom, a potem Bankowy Fundusz Gwarancyjny, utrzymywany przez wszystkich Polaków, wypłaca co inni potracili. System działa więc w obiegu zamkniętym, a pieniędzy do wykradania nigdy nie zabraknie.

SKOK’owi Wołomin zarzuca się wyłudzenie setek kredytów. Związani z zarządem Wołomin ludzie mięli namawiać bezdomnych do pojawiania się w placówkach i zaciągania kredytów na fałszywe dokumenty. Za kilka złotych owi bezdomni godzili się na taką fatygę. Pieniądze oczywiście nie trafiały do bezdomnych.

KNF zadecydował o zamknięciu SKOK Wołomin z uwagi na ogromną ilość kredytów przeterminowanych, długi i medialną już aferę. Kasa Krajowa SKOK niestety niewiele była w stanie wskórać gdyż Wołomin już dawno wykorzystał zdeponowane w centrali pieniądze. Innymi słowy nie było co ratować.

logo bankowego funduszu gwarancyjnegoBankowy Fundusz Gwarancyjny wypłaca odszkodowania. Czyli jak to się załatwia w „demokratycznym” kraju i ile możemy zdziałać jako obywatele.

Bankowy Fundusz Gwarancyjny zobowiązuje się wypłacić poszkodowanym do 100 tys. €. Jeśli ktoś na lokacie posiadał więcej, utraci pieniądze na rzecz seryjnych złodziei. Ci za kilka lat opuszczą więzienie (o ile trafią tam kiedykolwiek) i będą wieść spokojne życie w luksusach. Całkiem również możliwe, że ponownie uda im się objąć jakieś poważne stanowisko aby ponownie pochwalić się wyobraźnią i zdolnością do grabienia swojego narodu. Bankowy Fundusz Gwarancyjny wspomagany jest w ogromnej mierze z pieniędzy podatników. Panowie ze SKOK Wołomin okradli więc każdego z nas. Nie zrobili tego pierwszy raz, może nie ostatni. Czy istnieje lekarstwo na cały ten zepsuty system? Niestety tak długo jak główne media będą stać murem za Platformą Obywatelską niewielkie są szanse, że fakty dotrą do zwykłych ludzi. Większość Polaków nie interesuje się polityką na tyle aby wniknąć głębiej w temat i zaczerpnąć wiedzy z mediów niezależnych.

Większość ludzi głosuje na tych polityków, którzy mają świetny PR, tak jak Komorowski czy Tusk. Media przedstawiają ich jako ludzi oddanych narodowi, inteligentnych, pragnących dobrobytu dla wszystkich rodaków. Nie oszukujmy się jednak. Każdy kraj, któremu wiedzie się słabiej ma poważne problemy z korupcją na gigantyczną skalę lub zmaga się z konfliktami zbrojnymi. Nie ma możliwości aby kraj, w którym brak jest kontaktów polityki z gospodarką miał problemy finansowe. Sukces finansowy najbogatszych krajów świata to wolny rynek – taki, w którym nie ma żadnych komisji nadzoru finansowego i podobnych.

Czy można jeszcze wierzyć SKOK’om?

SKOKI w swoim pierwotnym zamiarze pełniłyby świetną rolę, jednak w kraju, w którym nie ma wolnego rynku, a manipulowaniem gospodarki zajmuje się świat polityki, nie trudno jest o oszustwa, wyłudzenia i szemrane komitywy. SKOK jest związkiem ludzi, którzy gromadzą swoje oszczędności w tejże instytucji i udzielają sobie krótkoterminowych pożyczek na niski procent. Idea genialna jeśli tylko wymyślić sposób jak ograniczyć udział nieuczciwe działających prezesów, zarządów i innych ludzi powiązanych z tą instytucją. To właśnie przez nich SKOKi nie kojarzą się już zbyt dobrze. Przypomnijmy sobie choćby aferę Amber Gold. Smutne jest to, że wszystkie te afery toczą się w powiązaniu z politykami i ich…synami. Przecież żaden SKOK nie istniałby bez pieniędzy zwykłych obywateli, którzy chcą gdzieś ulokować swoje oszczędności i mieć z tego pewien zysk. Pomijając coraz większe prawdopodobieństwo utracenia pieniędzy na rzecz oszustów mających w zasadzie pełnić funkcję sterowania kapitałem, SKOKi stanowiłyby całkiem niezłą konkurencję dla banków. Idea jest doskonała, gdyż pieniądze tych co lokują są pożyczane innym. Stąd pochodzą pieniądze na zarobek oszczędzającego. Pieniądze są więc w obiegu zwykłych ludzi, zarobek również. W wypadku zwykłych banków, spora część zarobionych pieniędzy wyprowadzana jest do zagranicznych inwestorów i zwykli ludzie nie mają z tego tytułu szczególnych korzyści. Dodatkowo kredyty bankowe, jak wiemy, nie zawsze są tanie i atrakcyjne. Pytanie jednak brzmi – gdzie ulokować swoje pieniądze? Jak znaleźć uczciwy SKOK? To jest niezmiernie trudne pytanie, bowiem Amber Gold Czy Wołomin nie jest pierwszą tego typu instytucją, która okazała się wyjątkowo pechowa dla wszystkich inwestorów. Nawet jeśli jakiś SKOK nigdy nie był o przekręty podejrzewany to jaką mamy gwarancję, że właśnie w obecnej chwili nie toczą się tam wykroczenia i przestępstwa?

Pewne jest jedno. Banki nie borykają się z podobnymi problemami, ponieważ należą do ludzi, a nie do Państwa. Tam gdzie właścicielem przedsięwzięcia jest osoba, nie Rząd, wówczas właściciel zrobi wszystko aby zarobić dużo, utrzymać się na rynku i zachęcać klientów. Tak działa wolny rynek. Jednak w sytuacji gdzie mamy spółkę Skarbu Państwa, w mniemaniu większości pracowników i zarządów, pieniądze publiczne są niczyimi i nikt nie zechce zwolnić złodzieja, nikt nie będzie chciał oszczędzać itd. Jeśli połączyć wszystko ze światem polityki i wielkiego biznesu, mamy mieszankę wybuchową, która będzie prowadzić do upadku kraju, bo ktoś kto kradnie pieniądze, o które się nikt nie upomni i ma ich na tyle aby nimi uciszyć lub zastraszyć wymiar sprawiedliwości, szybko zdobędzie przyjaciół którzy będą mu wtórować.

Author: Redaktor Naczelny

Share This Post On